niedziela, 26 czerwca 2011

Wschodzący księżyc - Keri Arthur

Romans paranormalny kojarzy mi się nieodmiennie ze schematycznym do bólu czytadłem dla nastolatek, nie wnoszącym nic do życia, zapadającym w pamięć bo a) o takiej miłości się marzy mając lat naście, b) w dorosłym życiu odkłada się na półkę z adnotacją "nigdy więcej". Już dawno porzuciłam nadzieję, że trafię na wartościową książkę z tego gatunku, ale śmiem jeszcze liczyć na choć drobne odstępstwo od schematu "lekcja biologii - wchodzi on - taki piękny - a ja przeciętna - on wegetarianin - i ja też chcę być jaroszem - i kocha mnie - choć nie wiem dlaczego - a ja jego - gdyż piękny taki jest - i żyli długo i ckliwie".

Już miałam stracić nadzieję i zakrzyknąć "dziś prawdziwych wampirów już nie ma, po wilkołakach pozostał spalonego futra swąd..." kiedy trafiłam na powieść Pani Arthur Wschodzący księżyc otwierającą cykl Zew Nocy.

Po pierwsze: Riley Janson nie jest nastolatką. Jest 29 letnim, rudowłosym, pewnym siebie (hura! nareszcie nie czarnowłosa, chora na anemię, zakompleksiona nudziara) mieszańcem wilkołaka z wampirem. On... no cóż, zależy którego "jego" mamy na myśli. Bo jest ich kilku. Na nasze ludzkie standardy Riley to zwykła dziewczyna lekkich obyczajów - ma dwóch stałych partnerów wśród wilkołaków, właśnie poznała zabójczo przystojnego wampira, ale nie widzi nic zdrożnego w przypadkowym seksie z nieznajomymi. 

Po drugie: no właśnie. Seks. Oj, dużo tu tego, gdyż akcja książki dzieje się tuż przed pełnią księżyca, kiedy wilkołaki są wiecznie spragnione miłości fizycznej (albo powtórzę wprost za autorką - pieprzenia), a Arthur nie szczędzi nam szczegółów schadzek Riley z kolejnymi partnerami. Zdecydowanie książka nie jest dla nastolatek, nie chcemy wypaczonego spojrzenia na pewne sprawy.

Po trzecie: ale nie o seks tu chodzi. Rzecz dzieje się w przyszłości. Riley pracuje jako łącznik (często też pada pejoratywne określenie sekretarka) w Departamencie ds. Innych Ras w Melbourne. Pewnego dnia instynktem właściwym bliźniakom, wyczuwa, że jej brat, pracujący jako strażnik w tej samej instytucji, ma poważne problemy. Po nitce do kłębka, jak mówią - prowadząc śledztwo nasza wilczyca wraz z zabójczo przystojnym wampirem-milionerem, Quinnem O'Connorem, trafia na ślad szeroko zakreślonego nielegalnego klonowania i eksperymentów na DNA innych ras. Dochodzenie stanowi pierwszy krok na drodze do stania się strażnikiem, jak jej gejowski brat, przed czym Riley broni się rękami, nogami i zębami.

Nie mogłam się powstrzymać od aluzji w stosunku do pewnej ogólnie znanej sagi, ponieważ sama Arthur jest jeszcze mniej subtelna:
Kiwnął głową, powoli krążąc spojrzeniem po moim ciele. Sprawiał, że czułam, jakbym tonęła w świetle słonecznym, co było osobliwym wrażeniem, biorąc pod uwagę fakt, że był stworzeniem nocy. Ale to ciepło spojrzenia potwierdzało tylko, że wampiry nie były zimnymi bryłami lodu, za jakie uważali ich ludzie. Temperatura ich ciał spadała tylko wtedy, gdy miały zbyt mało pożywienia.
To by było na tyle, jeśli chodzi o wegetarianizm, n'est-ce pas? Swoją drogą przytoczony fragment podsumowuje również styl i język powieści - niezbyt wymagające, idealne na jeden deszczowy dzień.

Nie będę Wam wmawiać, że jest to ambitna lektura. Nie wydaje mi się, żeby cokolwiek, co ma przypiętą etykietkę "paranormal" mogło być choć trochę ambitne. Jednak Keri Arthur na pewno wyznacza nowy pułap dla tego niewymagającego wiele gatunku - fabuła wykracza poza standardowe ramy, pomysł na intrygę nie ogranicza się do obrony niewinnej dziewicy przed atakami złych przedstawicieli gatunku ukochanego i nie wydaje mi się, żeby ktoś wpadł na pisanie tej sagi z punktu widzenia każdego bohatera. Dla mnie to w zupełności wystarczy, żeby uznać tę pozycję za całkiem niezłą, choć nie do końca godną polecenia.

Nie odradzam.

Ocena: 3/5
tytuł oryginału: Full Moon Rising
tłumaczenie: Kinga Składanowska
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
liczba stron: 439
oprawa: miękka
cena z okładki: 34,90 PLN

17 komentarzy:

  1. A ja już skreśliłam tę lekturę z listy potencjalnych czytadeł, może niesłusznie?

    P.S. Gdzieś Ty się podziewała? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam podobne odczucia, choć oceniłam ją nieco wyżej. Mimo wszystko dam szansę kolejnej części i zobaczę czy tym razem przypadnie mi do gustu:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ewa,
    nie odradzam, ale to nie znaczy, że polecam. To jest czytadło.

    Bywałam tu i ówdzie... dzień u siostry, a potem na Dysku, w Melbourne, teraz jestem na Harmonii ;) staram się wyrobić w kurczących się terminach, więc trochę ograniczyłam Internet.

    kasandra,
    w części drugiej jest mniej seksu, więcej walki, poziom ten sam.
    Ja również pozdrawiam :)

    pisanyinaczej,
    też nie jestem fanką tego gatunku, ale... czasem tak bywa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszędzie te wampiry...może jak będę miała duuużo wolnego czasu, to spróbuję:)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. "Nie odradzam" - bezcenne:) Mogę podkraść?:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Niby lubię dobrze napisaną erotykę w książkach, ale po Twojej recenzji jakoś nie czuję, aby to było coś dla mnie. Chyba pozostanę na razie przy "Rozkoszach nocy".:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Isadora,
    o dziwo, tu potrzeba tylko jakieś 12 godzin ;)

    Bujaczek :)

    Paweł,
    Ja tu, kurczę, liczyłam, że ktoś doceni moją domorosłą "tfurczość" pt. okrzyk o wampirach i wilkołakach, a podsłuchowi się "Nie odradzam" spodobało :P ehhh, ciężki żywot domorosłego "poety"... ;)
    Możesz, możesz :)

    Moreni,
    dobrze napisaną erotyką to ja bym tego nie nazwała. Raczej dosadnie opisanym pieprzeniem - przepraszam za dosłowność, ale tylko cytuję. Czytałaś może kiedyś harlequiny? Sceny erotyczne na podobnym poziomie.
    Rozkosze nocy brzmią... podobnie ;) Czekam na recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja byłam przekonana, że tę pozycje można bardziej podciągnąć pod urban fantasy, a tu proszę.

    A czy pokuszę się o lekturę? Kwestia do przemyślenia, a Twoje "nie odradzam" jest bardzo pomocne ;D

    Genialny wstęp :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie mnie ostatecznie przekonałaś, żebym się od tej książki trzymała z daleka.;) Mam nadzieję, że "Rozkosze..." będą lepsze (po pierwszej stronie trudno ocenić), bo recenzje miały bardzo pochlebne i sporo sobie po nich obiecuję.:) Oby treść była lepsza niż tytuł i okładka.;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Właśnie zaczynam czytać, mam nadzieję, że mi się spodoba ;)
    Mam nietypową prośbę - mogłabyś zacytować ostatnie zdanie z książki? Mój biblioteczny egzemplarz niby posiada wszystkie strony, ale tak jakoś dziwnie się urywa. Z góry dziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurcze, muszę koniecznie przeczytać. Zaciekawiłaś mnie niesamowicie.

    OdpowiedzUsuń
  12. enedtil,
    za dużo tu seksu (miłości jak na lekarstwo, ale saga ma 9 tomów), żeby to podciągać pod urban fantasy. Chociaż, jakby ten seks wyrzucić (książka byłaby o połowę cieńsza...) to nawet by się kwalifikowało.

    dziękuję :) wiedziałam, że ktoś w końcu doceni :D

    Moreni,
    cóż, ja w ciągu ostatnich paru miesięcy już kilka świetnie ocenianych pozycji "zjechałam", to nic trudnego ;) czekam na Twoje wrażenia :)]

    verity,
    "- To brzmi jak idealne zakończenie idealnie spieprzonego tygodnia."
    jak teraz tak myślę, to rzeczywiście brzmi... idealnie! :P

    cyrysia,
    Wow! To się cieszę :D szczególnie, że rzadko po fantastykę jako taką sięgasz :) czy to tylko fantasy?

    OdpowiedzUsuń
  13. Powiem Ci, że podoba mi się cała recenzja bardzo! Mam dziwne wrażenie że się mocno hamowałaś podczas jej pisania:) Może ją sobie przeczytam i się na niej wyżyję?:)) Nieee to byłoby nieetyczne;)
    Mimo wszystko pretensjonalne i minimalistyczne "nie odradzam" normalnie mnie powaliło:)))

    OdpowiedzUsuń
  14. O ile dobrze kojarzę, autorka kwalifikuje serię jako UF właśnie,a że czytałam większość jej książek, to wiem, że kiedy pisze romans, to wątek miłości jest na pierwszym planie, a przygody nieco w tle. Ja serię wspominam bardzo dobrze, choć po angielsku wiele rzeczy (jak język) mi po prostu nie przeszkadzało. Do tego, kiedy to czytałam, miałam fazę na kobiece UF i paranormalny romans, więc ilość seksu w ogóle mi nie przeszkadzała, bo w tych seriach, które czytałam, było tego sporo i się "znieczuliłam". Dopiero po półrocznej przerwie, podczas niedawnej lektury "Całując grzech" ta ilość erotyki rzuciła mi się w oczy. Ale jeśli pierwsza część w miarę Cię wciągnęła, reszta też powinna Ci się spodobać :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Paweł,
    miło mi to czytać :D
    akurat aż tak mocno się nie hamowałam. Wierz mi, w porównaniu z Dziedzictwem mroku (które zdecydowanie odradzam i nie polecam) to to jest arcydzieło!
    Właściwie największych hamulców wymagało niecytowanie dosadnych określeń na dziewczynę lekkich obyczajów, uprawianie miłości itp., używanych przez autorkę oraz nie analizowanie faktu, dlaczego tak dosadnych określeń używa... a to już psychologia, nie recenzja ;P

    Ejj, jakbym napisała "polecam" to byś się zastanawiał, co mnie ugryzło, i ja zresztą też...! ;) a na tle swojego mało ambitnego gatunku ta książka zasługuje na 3, do sprawdzenia na własnej skórze namawiać nie będę, ale nie będę tego też odradzać.

    I tak, czytanie książki, aby się na niej powyżywać byłoby nieetyczne :P nie szkoda by Ci było czasu?

    viv,
    moje wewnętrzne ja nie pozwala mi postawić Zewu Nocy obok Nigdziebądź albo Łukjanienki... jak dla mnie w tej powieści na pierwszy plan wysuwa się seks, dzika, obezwładniająca żądza i pieprzenie (cytat - znowu). Cała wielkomiejska sensacyjno-fantastyczna otoczka jest odległym tłem, czyli kwalifikuje serię raczej pod paranormal... w końcu Zmierzch dzieje się niedaleko Seattle :)

    A Całując grzech już czytałam. Mniej tam erotyki, niż tu, ale nadal nie stawiam na półkę UF i pewnie długo tak zostanie. Może przy 9 tomie? Zobaczymy ;)

    Hehe, dla mnie nawet czytanie książki w oryginale nie podnosi oceny :) Zmierzch czytałam po polsku, ale Intruza po angielsku, coby nie można było zwalić winy na tłumacza, i mimo tego, że bez pośrednictwa tłumacza jest nieco lepiej, to i tak doczytałam tylko do momentu, aż się zaczęło "jaki on piękny - chce mnie zabić - ale ja go kocham i tak - bo piękny jest" ;) to nie dla mnie.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...