Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nienacki Zbigniew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nienacki Zbigniew. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 kwietnia 2013

Wielki Las - Zbigniew Nienacki

Kilkakrotnie już podkreślałam, że Zbigniew Nienacki jest jednym z moich ulubionych pisarzy, do którego książek wracam regularnie i z radością przyjmuję na mojej półce dotychczas nieczytane pozycje. Wielki Las to kolejna jego powieść po wielu latach odnaleziona na półce, odkurzona i ponownie pochłonięta jednym tchem.

Głównym bohaterem jest niezaprzeczalnie tytułowy Wielki Las, a dokładniej jego beletrystyczny odpowiednik, za pomocą którego Nienacki obrazuje człowieka i jego miejsce w społeczeństwie.. To z Wielkim Lasem wchodzą w interakcje wszyscy pozostali bohaterowie, świadomi lub nieświadomi jego milczącej, złowrogiej obecności, podatni na kaprysy leśnych demonów. To Wielki Las wydziera Horstowi Sobocie każdego dnia kolejny skrawek jego życia, boleśnie uświadamiając, że jedyną rzeczą pewną i stałą jest czekająca w stodole trumna. To Wielki Las był przed laty świadkiem hańby Weroniki, ale też sprawił, że zamieszkała z Sobotą w jego domu na półwyspie, skąd uciekła, by Las mógł ją ponownie pohańbić. Ścieżki Wielkiego Lasu przemierza siejąc grozę samotny wilk, który pojawił się w okolicy w tym samym czasie, co Józef Maryn, kolejny mieszkaniec domu Horsta. Wielki Las podjął próbę przedefiniowania Józefa Maryna, by ten mógł zapomnieć inne życie w innym świecie, gdzie nosił inne nazwisko i był innym człowiekiem.

Przykro mi, nie jest to lektura lekka, łatwa, ani przyjemna. Nie dość, że autor używa naszego pięknego języka w stopniu zaawansowanym, to jeszcze każe nam myśleć. Jak zwykle przy książkach Nienackiego spędziłam długie godziny analizując każdy drobny aspekt wyborów podejmowanych przez ludzi przez niego opisanych.

Świadomie piszę "ludzi", a nie "postaci" czy "bohaterów", ponieważ mamy tu do czynienia z ludźmi z krwi i kości, przynajmniej w przypadku mężczyzn. Każda z osób przewijających się przez powieść jest zdefiniowana przez swoje czyny i nasze własne jej postrzeganie. Mamy szansę ocenić każdego na własną rękę. Autor nie pisze "był miły/gburowaty/skryty/wesoły", nie narzuca nam sympatii w stosunku do jednej osoby i nie każe potępiać innej, jedynie wygląd zewnętrzny został opisany przymiotnikowo "wysoki(a), włosy blond, szerokie biodra, silne ramiona" itd. Ale kogo aparycja interesuje, kiedy mamy takie spektrum charakterów?

Niestety, trochę gorzej jest u Nienackiego z postaciami kobiecymi. Mizoginii w jego dorobku literackim nie sposób nie zauważyć. Kobiety występują w szatach kusicielek, nierzadko femme fatale, są sprowadzane do roli obiektów seksualnych i niemal jedynie przez pryzmat płciowości postrzegane. Kobieta jest gwałcona z własnej winy: prześwitująca bluzka, rozpięte guziki, zakasana spódnica podczas prac domowych. Z obrazu kobiecości szkicowanego przez Nienackiego nieodmiennie wyłania się rozbuchana seksualność szukająca ujścia w perwersyjnych okolicznościach.

Chociaż trudno mi tę karykaturę kobiet zaakceptować, to jednak każdemu z największą stanowczością polecam lekturę książek tego autora. Ze świeczką szukać innego pisarza, który tworzy tak różnorodne i skomplikowane światy zaludnione całymi pokoleniami ludzi z bogatymi biografiami i bagażami doświadczeń, nadając im przy tym takiej wiarygodności, że zatracam granicę między rzeczywistością, a literacką fikcją.

Czytelnik błąka się po zawiłych ścieżkach Wielkiego Lasu, czasem znajdując piękne i słoneczne polany, najczęściej trafiając jednak na mroczne i ciemne zakątki, których pierwotna, tajemnicza atmosfera przytłacza i przeraża. Czy Maryn patrzący na gwałt na Weronice, jest dogłębnie zły? Czy można znaleźć usprawiedliwienie dla obojętności w obliczu krzywdy? A przecież Maryn to tylko jedna z wielu składowych systemu leśnego, których występne uczynki pokazuje nam Nienacki. Czy czerpanie satysfakcji z upokorzenia innych jest złe? Czy istnieje mniejsze lub większe zło? Kto jest ofiarą, kto katem, gdzie przebiega granica? Czy łańcuch pokarmowy ma jakiekolwiek ograniczenia? Czy edukacja równa jest ucywilizowaniu? 

Meandry ludzkiego umysłu, zło i plugawe uczynki czające się zarówno w pokojach pięciogwiazdkowych hoteli, zaciszu wielkomiejskiego mieszkania czy wiejskiego domu, jak i w leśnych ostępach i trudna droga do prawdziwej, czystej miłości - czy potrzebujecie większej zachęty?

Jakże się cieszę, że są książki, które przy każdym kolejnym czytaniu nie tylko się nie nudzą, a wręcz przeciwnie: zaskakują kolejnym odkrytym sekretem, innym spojrzeniem na którąś postać, wreszcie inną oceną rzeczywistości.

POLECAM!!!

Wydawnictwo: EURO, 1990
liczba stron: 415
oprawa: miękka

środa, 4 stycznia 2012

Laseczka i tajemnica - Zbigniew Nienacki

Zbigniew Nienacki to, już od dzieciństwa, jeden z moich ulubionych autorów. Nie przesadzę pisząc, że wchodziłam razem z nim w świat dorosłej literatury - pisał zarówno dla młodzieży (seria o Panu Samochodziku - Niesamowity Dwór czy Wyspa Złoczyńców - kształtowały moją miłość do tajemnic sprzed lat), jak i dla czytelników dojrzałych (np. Raz w Roku w Skiroławkach) ukazując inne oblicze siebie, mizogina i samotnika próbującego znaleźć sobie miejsce w świecie, który nie do końca go akceptował. 

Chronologicznie ujmując, Laseczka i tajemnica powstała w roku 1963, kiedy Nienacki był już pełnoetatowym pisarzem, mniej więcej w połowie tworzenia spuścizny. Jeśli za główne kryterium zaszeregowania przyjmiemy wiek odbiorcy, to powieść uplasuje się gdzieś pomiędzy przygodami Pana Samochodzika a Skiroławkami, czyli między przygodą dla młodzieży, a powieścią zbójecką.

Dobiegający trzydziestki łódzki dziennikarz, Henryk, nie do końca pasuje do realiów lat '60 ubiegłego stulecia - trochę sentymentalny, niedostosowany społecznie, mało ekscytujący, nieco przewidywalny, raczej nudny. Prowadzi on ustabilizowany tryb życia na przyzwoitym poziomie - mieszka we własnym mieszkaniu, odkłada pieniądze na samochód, może nie opływa w luksusy, ale jest w stanie zapewnić godne życie sobie i koleżance z pracy, z którą ma nadzieję się związać. Pewnego dnia dostrzega JĄ na wystawie Desy i tym samym jego spokojna dotąd egzystencja wchodzi w ostry zakręt.

Zwykła laseczka okazuje się skrywać niezwykłą tajemnicę, która wychodzi na jaw, gdy Henryk staje w obronie damy w opałach. Dżentelmeńskie akcesorium ma krwawą, mroczną przeszłość, a i przyszłość nie zapowiada się różowo. Dość powiedzieć, że trup ściele się gęsto, czas płynie nieubłaganie, a krąg podejrzanych topnieje niesamowicie szybko. Czy Henryk znajdzie mordercę zanim ten odnajdzie jego?

Będę z Wami szczera - gdyby nie kilka ostatnich stron prawie bym żałowała przeczytania najsłabszej dotąd powieści Nienackiego, jednak te kilkadziesiąt zdań sprawiło, że włos mi się zjeżył na głowie, a ja zapomniałam o prostej historii rodem z serialu kryminalnego nadawanego w czwartkowe wieczory mojego dzieciństwa. Jak powszechnie wiadomo, mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy, a ten autor zdecydowanie potrafi finiszować, mistrzowsko wykorzystując przy tym najniższe instynkty zdolne wykiełkować w psychice ludzkiej.

W każdej jego powieści ze stron promieniuje ogromna tęsknota, tutaj wyraźnie wyczuwałam żal za odchodzącym światem dobrych manier, prawdziwych dam i dżentelmeńskiej elegancji. Systematyczne "odkurzanie" książek Nienackiego to mój wyraz tęsknoty za dobrą prozą, napisaną pięknym, choć prostym językiem.

Nieco "bledsza" na tle ogółu jego twórczości Laseczka i tajemnica i tak zasługuje na uwagę, szczególnie wśród wielbicieli klasycznego kryminału.

Polecam!


Wydawnictwo: Res Polona, 1990
liczba stron: 208

oprawa: miękka

wtorek, 13 września 2011

Raz w roku w Skiroławkach - Zbigniew Nienacki

Co rano Kłobuk, przed wiekami zrodzony z wcześniaka zakopanego u progu domu, zmokłą kurę o pierzu poprzetykanym złotymi piórami z ludzkich snów utkanymi przypominający, rusza w swą wędrówkę. Najpierw przechodzi obok domu doktora Niegłowicza, który, jak powszechnie wiadomo, najpierw kobietę upokorzyć musi, nim w nią wejdzie; stacza Kłobuk z sójką bój o kromkę chleba zostawioną mu przez starą Gertrudę Makuch, co obejścia doktora dogląda i kobiety mu, niczym loszki do knura, sprowadza. Jakieś dwieście metrów stąd, latem, morderca małą Haneczkę Millerównę zdusił, żebra jej połamał i palce ze stawów powyłamywał. Widział Kłobuk mordercę, lecz nie jego to sprawa, a i tak już ktoś konopny sznur na grabie na Świńskiej Łące, miejscu gdzie od wieków Baudowie sami sobie sprawiedliwość wymierzali, zadzierzgnął, w niemym wołaniu o pomstę za śmierć niewinnej dziewczynki.
Potem mija dom Justyny, której co noc roi się, iż on, Kłobuk z belki pod stropem obory spadłszy, swoim nasieniem ją napełnia i dziecko upragnione jej daje. Przechodzi obok zagrody Widłągów, gdzie na wczasy przyjeżdża z mężem i synkiem higienę lubiąca pani Turoniowa, by choć raz pójść do starego młyna, w którym to ponoć raz w roku każdy z każdym niczym zwierzę żyje. Zmierza Kłobuk w stronę leśniczówki Blesy, by tam na chwilę na wiśni przycupnąć i popatrzeć na leśniczego Turleja, co go żona do siebie nie dopuszcza, gdyż drewek na opał jej rąbać nie chce. Po drodze do leśniczówki mija dom pisarza Lubińskiego, co zwykł sobie na żony upatrywać kobiety ciałem swym lubiące mężczyzn kusić, a czasem i hojnie obdarowywać, jak jego druga połowica, Ewa. Rzuca okiem na dom malarza Porwasza, u którego czasem gruba Widłągowa sprząta, a Halinka Turlejowa aż mdleje na myśl o starej armaturze w jego łazience, zupełnie takiej, jak w domu jej rodziców. Ciekaw jest Kłobuk, czy znów u Porwasza jakaś panienka, którą romantyzm artysty skusił, pomieszkuje, albo czy malarz jego, Kłobuka, ponownie na obrazie z trzcinami nad jeziorem uchwycić zdołał.
Z oddali słyszy Kłobuk rozmowy na ławeczce pod sklepem prowadzone przez sołtysa Jonasza Wątrucha, co to wierzy, że Szatan ziemią włada z młodym Antkiem Pasemką, którego matka w domu żelazną ręką rządy sprawuje, wszystkich synów i męża swego batem końskim okładając. Już w ich stronę idą młody Galembka, co z niejedną babą we wsi męską przyjemność miewał, i Franek Szulc, czekający na schedę po ojcu, a w czasie tego oczekiwania, jakby na złość, nic w obejściu nie robiący. Stary Krzyszczak, co to opowiada jak księcia Reussa nożem ubił, gdy wojska pod dwór podchodziły, a potem za nim płakał, od strony chałupy Porowej, której sąd w Bartach już dwa razy dzieci odbierał, w ich kierunku zmierza.
Słyszy Kłobuk i śmiech dzieci, i pokrzykiwania wiejskich kobiet, i razy przez mężów żonom nieposłusznym zadawane, widzi nędzę i bogactwo, mądrość i głupotę, zło i dobro i widzi też tęskne spojrzenia na Czaplą Wyspę przez mieszkańców rzucane z nadzieją, że to dziś właśnie zapłonie tam niebieski ogień, który każe wszystkim ruszyć w drogę do młyna i tam mieszać swą krew po ciemku z innymi żyjąc jak mąż z żoną... raz w roku ten ogień płonie i dlatego ludzie w Skiroławkach smutni są.

Raz w roku w Skiroławkach, dwutomowa powieść Zbigniewa Nienackiego, znanego przede wszystkim z serii o Panu Samochodziku, to podróż w minioną epokę, i to pod wieloma względami - spójrzmy choćby na wydanie: tania ,papierowa okładka, drobny, gęsty druk, niedodrukowane lub rozmazane litery, plamy z farby drukarskiej, wąskie, nierówne marginesy, nieco archaiczny język i realia z lamusa wyciągnięte, odkurzone i pod lupę, po raz wtóry przeze mnie wzięte - bo muszę Wam powiedzieć, że czytałam tę serię już chyba czwarty raz i znów mnie zaskoczyła, znów znalazłam coś wartego uwagi.

Ni to kryminał, ni to powieść obyczajowa, Kłobukową postacią realizm magiczny na myśl przywodząca, dzieje się na początku lat 80 ubiegłego stulecia w małej fikcyjnej wiosce. Pióro Nienackiego, niczym różdżka magiczna, wyczarowuje tę maleńką wioskę i jej mieszkańców, tak żywo, jakby oni wszyscy naprawdę istnieli, a nawet obok autora siedzieli snując niespiesznie swoje historie, w sposób miejscami trochę naiwny, prosty a nawet prostacki, a miejscami przaśny, a jednak zaskakujący, niczym życie na wsi. Postaci jest wiele, większość z nich ma iloraz inteligencji 80 a jednak egzystują w tej skrytej w lasach wiosce. Wiele wątków porusza pisarz w swej powieści zbójeckiej, z których wszystkie znajdują rozwiązanie, a Raz w roku... tworzy zamkniętą całość.

Wszystkie, bez wyjątku, postacie kobiece skrywają wstydliwe i wręcz nieprawdopodobne tajemnice, każda z nich jest na swój sposób femme fatale, co zmusiło mnie do wysnucia w stosunku do Nienackiego podejrzenia o mizoginię. Mężczyznami w jego dziele też włada popęd płciowy, jednak żaden nie porzuca żony dla armatury łazienkowej, a niewielu nie znajduje usprawiedliwienia za niegodne traktowanie żony czy kochanki. Również seksizm, a nawet szowinizm, sączą z kart książki, niczym dym w leśnym bunkrze, dusząc i przesiąkając swym zapachem wszystko wokół.

Pełno tu dosłownych, odartych z romantyzmu opisów scen erotycznych, niewybrednych żartów, bezwstydności, rozwiązłości, które są aż niewiarygodne. Noc mieszania krwi, zdarzająca się raz w roku, opisana zostaje niczym mara senna, wystawianie zada przy cmentarzu przez Widłągową - już niekoniecznie.

A jednak warto sięgnąć po tę pozycję, gdyż rzadko można znaleźć tak świetnie wykreowane postacie, tak ciekawie skonstruowaną fabułę i tyle tęsknoty za prostym życiem, co u Nienackiego. Poczucie humoru prześwituje przez tę nostalgię, raz jest to dosłowny opis stażysty-leśnika, który zdał testy psychologiczne i na pewno nie jest romantykiem, ale za to gubi się po drodze do najbliższego młodnika i lasu za bardzo nie lubi. Innym razem czytamy o ładnym swerukowym topieniu, które to ma miejsce ze względu na ogromne długi cieśli względem państwa. Część tych humorystycznych akcentów będzie zapewne bardziej zrozumiała, jeśli, gdzieś w podświadomości,  będzie tlił nam się wielki neon "rok 1983".

Ta książka pozostanie dla mnie swego rodzaju podróżą sentymentalną do czasów zaprzeszłych, takich, które być może były, a być może tylko się przyśniły autorowi i, jako sny, zostały wplecione w pierze pokrywające Kłobuka, ducha Skiroławek.

Polecam!


Ocena: 4/5
Wydawnictwo: Pojezierze, Wydanie II, Olsztyn 1984
liczba stron: 350 + 370
oprawa: miękka
cena z okładki: 900 zł
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...