Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę, że na rynku czytelniczym aż roi się od wampirów-wegetarian, wilkołaków z wyrzutami sumienia i aniołów bardziej lub mniej upadłych, czasem, jakby na otarcie łez, noszących bamboszki. Kiedy widzę nowy "bestseller New York Timesa" z całą tą nadprzyrodzoną zgrają, mój kręgosłup przebiegają dreszcze, a krew momentalnie zamienia się w lód... pomyślałam jednak, że Anne Rice nijak nie pasuje do nowej świeckiej tradycji anielskich szmir i z niecierpliwością wyczekiwałam listonosza.
Pozornie Rice stworzyła historię jedną z wielu - oto płatny zabójca, człowiek, wydawać by się mogło, bez skrupułów, nagle dochodzi do punktu zwrotnego w swojej karierze i postanawia wycofać się z zawodu. Jednak to tylko pozory: Lucky Szczwany Lis, człowiek, którego prawdziwego imienia nie zna nikt, zaszczuty przez poczucie winy i żyjący w wiecznym strachu przed wykryciem, wrażliwy, dwudziestoośmioletni wirtuoz lutni, Toby O'Dare - chłopak, który kiedyś nie tylko słuchał i kochał Boga, a jeszcze chciał być dominikaninem - spotyka na swojej drodze Anioła, który mówi mu "Bóg Cię kocha" i ofiaruje drugą szansę. Tym sposobem główny bohater zostaje przeniesiony w czasie do trzynastowiecznej Anglii i tam, jako dominikanin właśnie, brat Toby, ma zapobiec osądzeniu i skazaniu dwojga Żydów podejrzanych o zamordowanie córki za grzech apostazji. Problem w tym, że Lea naprawdę nie żyje.
Pokuta to powieść, którą napisała dojrzała pisarka - nie szukająca poklasku, szybkich pieniędzy, papierowej sławy. Rice dopracowała realia, wybrała postacie historyczne, stworzyła fabułę używając pięknego języka, i, dzięki temu, jej dzieło od samego początku hipnotyzuje, wciąga do metafizycznego świata Toby'ego, w którym będziemy zmuszeni do ponownego zdefiniowania winy, kary, samotności, miłości i wiary. Odkupienie natomiast nie jest podane na tacy.
Pokuta wciąga od samego początku - czyta się ją "byle szybciej się dowiedzieć", od czasu do czasu zostawiając sobie jednak chwilę na refleksję. Pierwszoosobowa narracja, która zawsze dobrze się sprawdza, ponieważ tworzy zdecydowanie bardziej osobistą więź z czytelnikiem, również w przypadku tej powieści jest strzałem w dziesiątkę. Smaczkiem jest zamieszczenie opowieści Malachiasza i spojrzenie na głównego bohatera oczyma istoty nieskończenie dobrej, która jednak nie potrafi oceniać w typowo ludzki sposób - innymi słowy: potrafi dostrzec dobre cechy nawet w mordercy. Muszę jednak przyznać, że mam pewne zastrzeżenie - Toby dwukrotnie jest pozostawiony ze swymi zwierzeniami sam sobie i dwukrotnie jego rozważania mi się dłużyły.
Książka zdecydowanie warta uwagi, w nienachalny, a jednak zdecydowany, sposób rozważająca istotę wiary, nawrócenia osoby żyjącej w niewyobrażalnej samotności, popychanej do działania wyłącznie przez poczucie winy. Może tematyka nie przypadnie do gustu zatwardziałym ateistom, jednak polecam ją osobom ze zdecydowanie bardziej elastycznym umysłem.
Ocena: 4/5
