Kiedy na zewnątrz robi się ciepło i słonko swymi promieniami rozleniwia mnie prawie do granic możliwości zaczynam poszukiwać "lekkiej, łatwej i przyjemnej" literatury kobiecej. Co prawda jakoś się nie widzę czytającą skróconą wersję jakiegoś romansidła a'la soap opera, jednak odprężenie umysłu wymaga poświęceń.
Gdzieś w Polsce, w miasteczku jakich wiele, przy jednej z wielu ulic stoi (choć właściwszym słowem byłoby: niszczeje) Kamieniczka. Dla jednych jest elementem krajobrazu, dla innych domem dziadka, sklepikiem z dziecinnych wspomnień, nadzieją na przyszłość.
Na Kamieniczkę składa się dziewięć króciutkich opowiadań, pozornie ze sobą niepowiązanych. Ot, migawki z życia małego miasteczka. Te migawki były zresztą zamiarem autorki. Chciała stworzyć dla czytelnika album fotograficzny. Czy jej się udało?
Panią z pomarańczowym parasolem, idącą w stronę kamieniczki, widzi przez okno przy porannym rachunku sumienia fotograf, który za chwilę pójdzie na zakupy do pobliskiego dyskontu i zanuci piosenkę sfrustrowanej dziewczynie. Kelnerka poda kawę panu i pani z pomarańczowym parasolem... Coś niesamowitego, jak małe szczegóły potrafią wiązać w całość przypadkowe epizody, uchwycone piórem niczym aparatem fotograficznym. Jak wiele nieistotnych rzeczy łączy ludzi, którzy być może nigdy nie zamienią ze sobą nawet słowa, być może staną się najlepszymi przyjaciółmi.
Szałek ma to coś, co czasem nazywa się "lekkim piórem", ale, bynajmniej, nie w rozumieniu potocznym. Ona umie nie tylko odpowiedzieć na maila. Jej pióro potrafi stworzyć obrazy i sprawić, że czytelnik będzie je oglądał z zaciekawieniem i przyjemnością. Jej język nie jest kwiecistą próbą stworzenia dodatkowych 30 stron, a mimo to opowiadania na tym nie cierpią, każde jest kompletne w tej formie, w jakiej zostało wydane, a razem tworzą piękny album z fotografiami bezimiennego miasteczka.
Edyta Szałek napisała Kamieniczkę dla matki, w podziękowaniu za książki. Ja również zawdzięczam mojej matce, Barbarze, to, że czytam. Chciałabym mieć talent Pani Edyty, żeby móc w podobny sposób podziękować za podarowanie jednej z najpiękniejszych rzeczy: wyobraźni.
Zapewniam, że jeśli chcecie mile spędzić niedzielne popołudnie, lepiej zapłacić 22 złote za ten malutki zbiorek migawek z życia, niż obejrzeć w kinie kolejną amerykańską komedię, w której na koniec oryginalna okazuje się jedynie piosenka w czołówce...
Niestety, Kamieniczka nie zaspokoiła mojego głodu literatury "lekkiej, łatwej i przyjemnej". Ale może to i dobrze?
Polecam!
Ocena: 4,5/5
