Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blake Kendare. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blake Kendare. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 maja 2012

Anna we krwi - Kendare Blake

O ile w historiach o krwiożerczych stworach z innych planet, albo innych zmutowanych bestiach owładniętych morderczym szałem i grupce nastolatków stawiających im czoła li i tylko swą butną odwagą odnajduję zwykle powód do rzucenia książki, o tyle dobrze napisana historia o duchach to rarytas. Mimo, że prędzej uwierzę w stwory z kosmosu niż zjawy, to jednak te drugie czasem spędzają mi sen z powiek. Kiedy tylko zobaczyłam tytuł tej nowości na rynku wydawniczym, poczułam się zupełnie jak Cas, główny bohater "Anny we Krwi" - po prostu musiałam się tą sprawą zająć. Blake tyle obiecała samym tytułem: mroczną, gotycką tajemnicę zdolną sprawić, ze w dół kręgosłupa biegły mi zimne dreszcze...

Narracja prowadzona jest zblazowanym, nonszalanckim stylem właściwym dla stajni Marvel'a, którego fanką chyba jest autorka. U nich tak naprawdę nie ma ograniczeń fabularnych, idąc tym tropem tak właśnie postanowiłam więc tę książkę odbierać: komiksowy paranormal. 

Historia Anny we Krwi, straszliwej zjawy z Thunder Bay w Kanadzie, zostaje opowiedziana przez łowcę duchów, siedemnastoletniego Tezeusza Cassio Lowooda. Ojciec, po którym Tezeusz odziedziczył swój fach oraz athame, został w bestialski sposób zamordowany przez wyjątkowo silnego ducha dziesięć lat wcześniej. Cas, jak zwracają się do niego przyjaciele, (których nie ma, bo prowadzi życie samotnika, przeprowadzając się wraz z mamą-wikkanką i kotem z miejsca na miejsce w pogoni za zjawami), zaintrygowany w sprytny sposób przez znajomego Stokrotkę z Nowego Orleanu, postanawia zmierzyć się z duchem dziewczyny zamordowanej w niewyjaśnionych do końca okolicznościach sześćdziesiąt lat wcześniej. Okazuje się, że istnieje jakaś siła, która nie tylko przykuła szesnastolatkę do jej domu, ale również pozwoliła jej zachować pełną świadomość swego położenia, jednocześnie zmieniając ją w bezwzględną morderczynię rozrywającą na strzępy każdego, kto przekroczy próg jej więzienia. Każdego, oprócz Casa, coś bowiem powstrzymuje ją przed rozdarciem jego ciała, nie zabrania jednak na jego oczach zrobić tego z jego nowo poznanym kolegą. Muszę przyznać, że była to najmroczniejsza i zarazem najciekawsza scena całej książki - opis Anny jako bogini śmierci spływającej ze schodów w ociekającej krwią sukni jest świetny.
Tezeusz kilkakrotnie próbuje rozmawiać z Anną, która w jego towarzystwie przemienia się w potulnego aniołka (bogini śmierci jednak nie zasypia, o czym nieomal przekonuje się jego przyjaciółka, Carmel), i wydobyć z niej tajemnicę jej śmierci po dobroci. Kiedy to się nie udaje, organizuje wraz z przyjaciółmi (których najwyraźniej jednak ma) seans okultystyczny, podczas którego...
W każdym razie okazuje się, że Anna we Krwi to tylko jeden z problemów, z jakimi się Tezeuszowi przyjdzie zmierzyć, dzięki czemu my możemy trochę się dowiedzieć o wudu - z niewielką (a właściwie wydatną) pomocą wujka Google'a.

Z przykrością wielką muszę stwierdzić, że trend nekrofiliczny nie przeminął. Tezeusz Cassio, pogromca duchów, naturalnie się musiał w zjawie Annie zakochać, co oczywiście nieco komplikuje sprawę: "Nie ciesz się tak - mówię. - Zabiję cię tylko trochę."*. 
Obiecałam sobie jednak potraktować tę pozycję z komiksowym przymrużeniem oka - kiepska z tego karykatura Buffy, do "Ghost Busters" też się nie umywa, a i ta miłość taka przerysowana, wyluzowanym tonem z lekką nutką ironii wyznawana, że aż zabawna - jako czytelnik odbiera się ją prawie jak "pies z kreskówki na widok wózka z hot dogami."*. Bo gdyby tak przeanalizować ją na poważnie... oj, strach się bać!


* cytaty z książki, strona 301
tytuł oryginału: Anna Dressed in Blood
tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2012
liczba stron: 319
oprawa: miękka
cena z okładki: 34 PLN
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...