Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuzynki Kruszewskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuzynki Kruszewskie. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 maja 2012

Dziedziczki - Andrzej Pilipiuk

Dziedziczki to trzecia i ostatnia osłona cyklu o Kuzynkach Kruszewskich. Po naszpikowanym różnościami tomie drugim do zapoznania się z tą częścią podchodziłam trochę jak pies do jeża, w końcu, jak zapowiedziałam przy okazji Księżniczki,  oczekiwałam urozmaicenia atrakcji o kosmitów, chupacabrę i Druidów, a w duchu obawiałam się hektolitrów jadu wylanych na szkolnictwo i politykę... Ale cóż, ciągnęło...

Początek wakacji. Stanisława tęskni za Kruszewicami tak bardzo, że, przy wydatnej pomocy umiejętności szpiegowskich Katarzyny, wykupuje majątek wraz z jego czterema mieszkańcami i bierze się za odbudowę dworu. Siedlisko ma być nie byle jakie: Sędziwój odtworzył projekt dawnej chluby rodu z pamięci, Stanisława zatrudniła do budowy adepta tajnej sztuki ciesielskiej oraz jego ukraińskich uczniów, a kuzynki snują plany przekształcenia majątku w gospodarstwo agroturystyczne.
Alchemik ruszyłby w świat w poszukiwaniu podobnych sobie, gdyby nie interwencja Bractwa Drugiej Drogi, zaś pogromcy wampirów udają się do Nidaros w ślad za niezwykle tajemniczym architektem ludzkości, a w Kruszewicach żyje się sielsko-wiejsko wszystkim, za wyjątkiem Moniki, która, po tysiącleciu spędzonym w ciele podlotka, najwyraźniej weszła szturmem w okres dojrzewania.

Podczas lektury tej części czułam się trochę jak kibic polskiej reprezentacji piłki nożnej: Pilipiuk przy piłce, ładnie mija przeciwnika (czyli pospolitego czytacza, jakim jestem), markuje podanie w lewo (pojawia się intrygujący wątek) i, tuż przed bramką, traci piłkę (a mogło być tak pięknie).

Na dwoje babka wróżyła, jak to mówią. 
Dziedziczki pod wieloma względami są słabsze od pozostałych dwóch części: akcja toczy się sennie, jak to bywa w letnie popołudnie na rozpalonej słońcem wsi, rzeka nadprzyrodzonych stworzeń najwyraźniej w tym skwarze wyschła i chupacabry nie uświadczyłam (nie oznacza to jednak, że nie spotkamy żadnego nowego mitycznego stwora - spotkamy, tylko pytanie: czy go zapamiętamy?), mniej akcji, więcej przepisów kulinarnych.
Dziedziczki są też lepsze, co zapewne spowodowane jest tym, że wydarzenia rozgrywają się w wakacje: nie ma opluwania systemu szkolnictwa, pilipiuczego domorosłego politykowania też jest mało, jeśli dobrze pamiętam ogranicza się ono do łapówkarstwa władz gminy byłego PGR Kurszewice. I Empik pojawia się chyba tylko raz.
Pilipiuk jest dla mnie autorem, którego twórczość nie porywa - czyta się go szybko i "gładko", jednak nie zaznaczałam cytatów i nie myślałam z bijącym sercem o bohaterach. Jest też pisarzem na tyle intrygującym, że na pewno jeszcze się spotkamy.
Na dwoje babka wróżyła.

Padło kilka goli po obu stronach, ale dokładnego wyniku nie pamiętam.
"Nic się nie stało!", pierwszy mecz o "Oko Jelenia" między tymi samymi drużynami niedługo się rozegra.

Za to te wydanie... cudne!


Recenzja Kuzynek tu
Recenzja Księżniczki tu
Wydawnictwo: Fabryka Słów
liczba stron: 304
oprawa: twarda
cena z okładki: 47,90 PLN
jak do mnie trafiła: Allegro, 32,99 ( z przesyłką)

sobota, 7 stycznia 2012

Księżniczka - Andrzej Pilipiuk

Zastanawialiście się kiedyś ile można "upchnąć" na niespełna 300 stronach drugiego tomu cyklu? Odpowiedź Pilipiuka brzmi: dużo. Pamiętacie kuzynki Kruszewskie - długowieczną Stanisławę, superagentkę Katarzynę oraz tysiącletnią wampirzycę Monikę Stiepankovic? W tomie pierwszym Pilipiuk zawarł tylko kamień filozoficzny, nowoczesne supertechnologie i wampiry, w drugim postanowił poszaleć: dorzucił do puli van Helsinga, mumie, tajne bractwo, masonów, policjantów na tropie i na dokładkę Wędrowycza - co sobie będzie chłopak żałował.

W fabułę się nie będę zagłębiać - wystarczy, że przeczytacie notę na okładce

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że pan Andrzej bardzo by chciał, aby jego nieco dziecinna krytyka szkolnictwa i domorosłe politykowanie były zabawne i trafiały do odbiorców. Nie wiem, co chce osiągnąć ciągle podkreślając, jacy to znudzeni są polscy pedagogowie, jak to uczniowie nie mają pędu do wiedzy i że system jest ogólnie taki "be", a politycy to psychopaci - nic to nie wnosi ani do fabuły, ani do rzeczywistości. Panie Andrzeju, żeby tak w moralizatorski ton uderzać w książce, gdzie była agentka CBŚ (jak mogłam zapomnieć - w końcu to informatyczka, zdecydowanie najgorszy rodzaj) w obronie swej nieśmiertelnej kuzynki i nieumarłej przyjaciółki łamie wszelkie możliwe przepisy, a moralność ma za nic? I jeszcze ten wszechobecny empik? I jazda konna w garsonce? I co Panu ten biedny kapitalizm zrobił? W końcu dzięki niemu może Pan wydawać książki, w których Pan pisze, że system jest "be", politycy to psychopaci, no i zawsze można wejść do empiku. Błędne koło.

Kraków Pilipiuka to piękne miasto, pełne tajemnic. Miasto, do którego chciałoby się pojechać, pomieszkać tam, kto wie, może nawet osiedlić się na stałe i badać jego sekrety.

Zdradzę Wam, że w tomie trzecim oczekuję urozmaicenia atrakcji o kosmitów, chupacabrę i Druidów - jak tego nie ma, to nie czytam. Ale wydanie cudne!


Recenzja Kuzynek tu
Wydawnictwo: Fabryka Słów
liczba stron: 295
oprawa: twarda
cena z okładki: 47,90 PLN
jak do mnie trafiła: Allegro, 36,99 ( z przesyłką)

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Kuzynki - Andrzej Pilipiuk

Pilipiuka każdy polski "czytacz" fantastyki z grubsza zna, szanują go jedni mniej, drudzy bardziej, niemniej jednak cieszy się on dużą i niesłabnącą popularnością - o czym świadczy chociażby przepiękne wydanie (już trzecie) Kuzynek, które Fabryka Słów zafundowała fanom Pana Andrzeja. Dla mnie ten masowy grafoman (jak z dużym poczuciem humoru sam siebie określa) jest częściowo jeszcze terra incognita - przygodę z nim zaczęłam od szóstej odsłony przygód Jakuba Wędrowycza, Homo Bimbrownikus, która przypadła mi do gustu na tyle, że postanowiłam moją znajomość z Pilipiukiem zacieśnić.

Katarzyna Kruszewska ma niewiele ponad 20 lat ale już zdążyła stworzyć najbardziej zaawansowany technologicznie i jednocześnie stanowiący najgłębszą tajemnicę państwową program dla CBŚ - bazę zdolną wyszukać wyśledzić obywateli na podstawie zdjęć, wykorzystując przy tym również program do komputerowego postarzania, dostęp do rejestrów kart kredytowych, fotoradary i systemy monitoringu oraz szereg innych elektronicznych skarbnic wiedzy. Pewnego dnia, po godzinach, zaczyna realizować prywatny projekt, który postronnym wydałby się co najmniej dziwny: zadaniem algorytmu jest wyszukanie wszystkich podobizn pewnej kobiety na przestrzeni ostatnich czterystu lat...

Dwudziestokilkuletnia Stanisława Kruszewska jest bardzo przywiązana do swojego nazwiska i do miasta Krakowa. Ma też kilka dziwactw - kiedy ma dobry nastrój upina włosy na chińską modłę, ceni sobie gruzińskie wino, ręcznie haftowane ukraińskie obrusy, zabytkowe wachlarze, antykwaryczne białe kruki, a dla swoich podopiecznych z prywatnego żeńskiego liceum jest wymagającą i surową, ale sprawiedliwą (i przez to  ulubioną) nauczycielką języka francuskiego. Niestety, kończy jej się tynktura...

Szesnastoletnią Monikę Stiepankovic uratowali od śmierci z rąk kosowskich wieśniaków polscy żołnierze, którzy udzielili jej również ogromnego wsparcia moralnego i materialnego oraz przywieźli ją do swojego kraju, gdzie może rozpocząć życie normalnej nastolatki i zapomnieć o koszmarach, których doświadczyła w Serbii. Dziewczynę zdumiewa lekkomyślność, pustota i brak chęci samodoskonalenia współlokatorek z sierocińca, brak zapału do pracy nauczycieli państwowego liceum i ogromne braki programowe w literaturze i historii Bizancjum, które jest jej tak bliskie...

Wszystkie trzy bohaterki połączy krakowskie liceum, wspólne poszukiwania alchemika, zamiłowanie do pikników, zabytkowej broni i bardzo niebezpieczni znajomi.

Pilipiuk używa prostego, pozbawionego wulgaryzmów, języka, któremu mogę jedynie zarzucić brak wyraźnych anachronizmów w wypowiedziach Stanisławy czy Sędziwoja. Spodobał mi się równy sposób prowadzenia akcji, bez niepotrzebnych spowolnień czy nagłych zrywów, co świadczy o dobrze rozwiniętym warsztacie autora.

Lektura jest skierowana raczej do młodszych odbiorców - między innymi ze względu na wiek protagonistek, jak i niezbyt skomplikowane podwaliny psychologiczne, na jakich oparci są bohaterowie. Mocno naciągana wydaje mi się postać, a w zasadzie curriculum vitae, Katarzyny - dziewczyna w swojej niespełna dwuletniej karierze zawodowej doświadczyła nieomal więcej, niż mój znajomy emerytowany oficer CBŚ... Poza tym pamiętajmy, że w swojej komórce była informatykiem (mąż właśnie wyciąga nagana pożyczonego od Stanisławy - nie każdy człowiek używający komputera jest informatykiem, jak również nie każdy informatyk jest programistą - ale przyjmijmy tę nomenklaturę), zachowuje się jednak niczym skrzyżowanie Strażnika Teksasu z Dade'm Murphy'm a łatwość, z jaką przyjmuje nadprzyrodzone zjawiska przywodzi na myśl pewną wampofilkę... Wiem, przesadziłam, licentia poetica...

Docenić za to należy Kraków (i Zamek Królewski w Warszawie) Pilipiuka, łącznie ze spotkaniami fanów fantastyki pod przewodnictwem Króla Polski, imć Komudy, i wycieczkami Moniki po Plantach. Jeśli kogoś urzekł obraz tego historycznego miasta w powieści J.D. Bujak Spadek, albo zafascynował się bardziej nowoczesną stroną stolicy Jagiellonów widzianą oczami Ewy Stec, powinien czym prędzej zacząć szukać Kuzynek na jeden ze Świątecznych wieczorów - Pilipiuk w porównaniu z obydwiema paniami powali Was na kolana.

Przez pierwszy tom cyklu Kuzynki Kruszewskie przemknęłam niczym letnia burza - szybko, ale namiętnie, a Księżniczka już do mnie jedzie - i to powinno chyba wystarczyć za rekomendacje, szczególnie biorąc pod uwagę koszmarną cenę tego cuda ;)

Polecam!

Ocena: 4,25/5

Wydawnictwo: Fabryka Słów
liczba stron: 320
oprawa: twarda
cena z okładki: 47,25 PLN
jak do mnie trafiła: Selkar 43 PLN (z przesyłką)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...